Poleski Park Narodowy to obok Narwiańskiego i Biebrzańskiego Parku Narodowego, obszar ustanowiony w celu ochrony ekosystemów wodno-torfowiskowych.
Mało kto wie, że o zachowanie naturalnego charakteru Polesia, walczono przeszło 30 lat i zanim te cenne przyrodniczo obszary zyskały ochronę prawną, wiele bagien i torfowisk bezmyślnie osuszono. W ten sposób bezpowrotnie zniknęły cenne gatunki flory i fauny, charakterystyczne dla poleskiej przyrody.
Dzięki uporowi naukowców, botaników i miłośników natury, udało się ocalić od zagłady tysiące gatunków zwierząt i roślin, dla których poleskie bagna, torfowiska i jeziora są wyjątkowym domem.
Poleski Park Narodowy został oficjalnie wpisany do rejestru obszarów chronionych w maju 1990 roku. Obecnie jego powierzchnia wynosi blisko 9760 ha. Najważniejszymi elementami przyrody Parku są tereny podmokłe, jeziora i torfowiska, które wielkością ustępują tylko Bagnom Biebrzańskim. 
Jedziemy do Poleskiego Parku Narodowego, czyli właściwie gdzie?
Poleski Park Narodowy leży w środkowej części Równiny Łęczyńsko-Włodawskiej. Obszar ten zwany jest także Pojezierzem Łęczyńsko-Włodawskim, ze względu na znaczne nagromadzenie jezior. Jest ich tu aż 60. Cały ten teren leżący w granicach Polski, nazywana jest również Polesiem Lubelskim i stanowi zaledwie niewielki fragment ogromnej krainy rozciągającej się daleko na wschód, poprzez Białoruś, Ukrainę, aż po brzegi Desny w Rosji.
Do Poleskiego Parku Narodowego z Lublina dojedziemy w godzinę, a dojazd z centrum Warszawy zajmie nam niecałe 3 godziny.
Na terenie Parku znajdziemy pola kempingowe i namiotowe, często usytuowane w bardzo urokliwych miejscach, prowadzone przez PPN. My także zdecydowaliśmy się na pobyt pod namiotem, a za naszą bazę wypadową obraliśmy “Dzikie Siedlisko” w Wólce Wytyckiej, tuż przy granic Parku, w odległości kilku minut jazdy rowerem od pięknego Jeziora Wytyckiego. 
Co nieco historii…
Na Polesiu nigdy nie mieszkało wielu ludzi, bo bagienne tereny były niedostępne i nieprzyjazne. Wiosną, gdy topniał śnieg, lub podczas obfitych opadów deszczu, woda zalewała ogromne tereny, często odcinając wioski od świata. Dawni mieszkańcy Polesia mieli zawsze w gotowości drewniane łodzie, dzięki którym czasem przez kilka tygodni w roku podróżowali między sąsiednimi wsiami.
Mieszkańcy Polesia (Poleszucy) trudnili się łowieniem ryb, tkactwem, hodowlą bydła i bartnictwem. Budowali drewniane chaty z bali, które uszczelniali mchem. Charakterystyczne były także wiklinowe płotki wyplatane z gałązek wierzby, której na podmokłych terenach nie brakowało.
Pozostałości po dawnych domostwach można zobaczyć w skansenie w miejscowości Hola. To małe, leczy pełne magii miejsce, które naprawdę warto odwiedzić. Latem organizuje się tutaj kolorowy jarmark. 
Co robić w Poleskim Parku Narodowym?
Zwiedzać, zwiedzać i jeszcze raz zwiedzać! Najlepiej na rowerze, ale też pieszo, ponieważ wiele kładek jest przystosowanych tylko do spacerowania. Jest tu naprawdę mnóstwo do zobaczenia. Park prowadzi szeroko zakrojoną edukację ekologiczną, przyrodniczą i środowiskową, powiązaną z elementami kultury materialnej regionu.
Zwiedzanie Parku warto rozpocząć od odwiedzenia Ośrodka Dydaktyczno-Muzealnego w Starym Załuczu. Znajduje się tu Ośrodek Ochrony Żółwia Błotnego. Są to jedyne żółwie występujące naturalnie w Polsce. Warto przejść potem ścieżką edukacyjną “Żółwik”, na której można poznać wiele ciekawych faktów z życia żółwia błotnego. 


Polesie to kraina rozległych mokradeł, bagiennych lasów i torfowisk. Dla turystów przygotowano tu wiele ścieżek dydaktycznych, które prowadzą przez niezwykle malownicze obszary. Spotkać tu można mnóstwo ptaków, ale także przy odrobinie szczęścia także wolno żyjące żółwie. Nam udało się je wypatrzeć, gdy w słoneczny dzień wygrzewały się na brzegu sadzawki.
Będą w Parku trzeba koniecznie przejść świetnie przygotowanymi ścieżkami - “Perehod”, która prowadzi pomiędzy stawami do dwóch wież widokowych, “Czahary”, skąd drewnianą kładką dojdziemy na rozległe bagno Bubnów, “Spław” i “Obóz Powstańczy”, które prowadzą przez podmokłe lasy, do jeziora Łukie. Dla rowerzystów przygotowano ścieżkę “Mietułka”, a także wiele innych tras, którymi przejedziemy praktycznie cały obszar Parku Narodowego. Trzeba pamiętać, że poruszanie się rowerem po drewnianych kładkach jest w większości zabronione. W wielu miejscach, ze względu na wąskie przejścia, dopuszcza się jedynie prowadzenie dwóch kółek. Dotyczy to jednak samych odcinków ścieżek dydaktycznych, bo poruszanie się rowerem po terenie Parku jest najlepszym sposobem na jego poznanie. 










Bez lornetki ani rusz!
Wybierając się do Parku koniecznie zabierzcie ze sobą dobrą lornetkę. Liczne wieże widokowe usytuowane tuż przy zbiornikach wodnych i bagnach, są doskonałym miejscem do obserwacji ptaków. Przy odrobinie szczęścia spotkamy tu trzy gatunki czapli - czaplę siwą, czaplę białą i czaplę nadobną z pięknymi białymi piórami na karku. Wypatrzymy także żurawia, który jest symbolem Parku, a jego doniosły klangor niesie się na kilka kilometrów. Powszechne są tu perkozy, trzciniaki, kaczki, orliki, bieliki czy wodniczki. Bez trudu zauważymy też bobry, spotkamy sarny, a także łosie. 



Tu naprawdę wypoczniesz
Poleski Park Narodowy jest wciąż mało popularny. Brak tu tłumów, dużych ośrodków wypoczynkowych i bogatej infrastruktury. Jednak turysta szukający kontaktu z naturą, ciszy i odpoczynku na pewno się nie rozczaruje. Dla nas pobyt na Polesiu Lubelskim jest zawsze wyjątkowy, właśnie ze względu na sielankowy charakter tego regionu. 

Czas płynie tu niespiesznie, ludzie są otwarci i niesamowicie życzliwi. Przyjeżdża tu także inny rodzaj turystów - koneserzy, poszukujący dyskretnego piękna i bliskiego kontaktu z naturą. Takie osoby chcą naprawdę wypocząć, a żeby to zrobić, najlepiej zatrzymać się w jednej z małych wioseczek, wynająć domek albo po prostu przyjechać pod namiot.
My tak właśnie zrobiliśmy, korzystając z pola kempingowego “Dzikie Siedlisko”, położonego na końcu wsi Wólka Wytycka, tuż przy granicy Parku.
Kemping okazał się strzałem w dziesiątkę. Choć nie posiadał prądu i ciepłej wody, to miał do zaoferowania wszystko to, co jest potrzebne do szczęścia - ciszę, spokój, urokliwą lokalizację, pomysłową organizację przestrzeni i serdeczności właścicieli.
Odpoczęliśmy tu wyśmienicie. Poznaliśmy świetnych ludzi, a nasze dzieci nie chciały stąd wyjeżdżać.
Bardzo polecam to miejsce każdemu, kto ceni sobie kontakt z przyrodą i szuka relaksu. 






A jeśli przeraża was perspektywa braku sanitariatów z prawdziwego zdarzenia (na kempingu jest prysznic ekologiczny z zimną wodą i bardzo czyściutki wychodek) i prądu, to z czystym sumieniem mogę polecić przenośny prysznic solarny, który mieliśmy okazję przetestować. Taki gadżet, razem z przenośną przebieralnią sprawdził się u nas znakomicie, tak jak powerbank, z którego ładowaliśmy telefon.
Często proste rozwiązania sprawdzają się najlepiej, więc warto z nich korzystać.
Pobyt na "Dzikim Siedlisku" przypomniał mi czasy obozów harcerskich, a dla moich synów był niezwykłym doświadczeniem.
Przyznam, że nie możemy się już doczekać powrotu w to niezwykłe miejsce.